piątek, 1 czerwca 2012


Zioła na drobne dolegliwości oczu

Autorem artykułu jest Uroda i Zdrowie


Często gdy pracujemy za długo nasze oczy stają się zaczerwienione. Przeczytaj dalszą część tego artykułu aby dowiedzieć sie jak przynieść ulgę swoim zmęczonym oczom. 

Oczy, poza pora snu, nieustannie pracują.  Dużo osób narzeka wieczorem na zmęczone oczy. Kolejna dolegliwość to suchość gałki ocznej. Wiele osób uskarżą się też na zaczerwienione oczy. Są to skutki wpatrywania się godzinami w monitor komputera czy telewizora. Skutki długotrwałego zmęczenia oczu to pogorszenie wzroku, czego chcielibyśmy uniknąć. Trzeba dbać  o oczy. Pracując przy komputerze trzeba co jakiś czas robić przerwy. Relaksem dla oczu jest patrzenie na zieleń. Warto też niewielkie dolegliwości likwidować przy pomocy ziół, mają one lecznicze, ale łagodne działanie. Zioła na oczy to np. świetlik, nagietek czy rumianek. Ten pierwszy jest składnikiem leków okulistycznych. A jako zaparzony w domu wyciąg z suszonych kwiatów służy do przemywania oczu przy zapaleniu spojówek i brzegów powiek. Kilkakrotnie w ciągu dnia powinien być użyty. Kwiat nagietka dobrze się sprawdza przy zapaleniu spojówek, przekrwieniu oczu oraz w zespole suchego oka.

Rumianek ma działanie przeciwzapalne i bakteriobójcze. Poza tym jego właściwości rozgrzewania pretendują go jako skuteczny lek na jęczmień.  Ukojenie dla przemęczonych oczu daje napar z herbaty  stosowany jako okład. Torebkę zaparzonej herbaty ekspresowej można nawet w pracy wykorzystać do przemywania oczu, co sprawi im ulgę. Nie należy lekceważyć żadnych dolegliwości oczu. Jeśli można sobie pomóc ziołami, należy je stosować. Gdy problem jest poważniejszy, konieczna jest pomoc okulisty. Regularnie należy też kontrolować swój wzrok.

---

Jak skutecznie wydłużyć swoje rzęsy ? - www.powiekszanierzes.pol - blog tematyczny

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Adaptogeny- ziołowa alternatywa dla syntetycznych suplementów diety

Autorem artykułu jest Daimos


Czy istnieje skuteczna i bezpieczna alternatywa dla syntetycznych suplementów diety, do których używania zachęcają nas reklamy emitowane w mediach? Czy można wspomóc organizm w walce z wyzwaniami dnia codziennego, towarzyszącym im stresem i przemęczeniem, jednocześnie nie narażając się na skutki uboczne? 

Wielkimi krokami zbliża się sezon urlopowy. Odczuwaniu bliskiej obecności lata dodatkowo sprzyjają tegoroczne majowe upały, gdy temperatura w wielu miejscach w Polsce oscyluje w okolicach 30 stopni Celsjusza. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że jeszcze tydzień temu było około 10 stopni, to uzmysłowimy sobie, z jak dużym przeskokiem mamy do czynienia. Nic więc dziwnego, że szczególnie mieszczuchy narzekają na upał. Nasz organizmy nie miały wystarczająco dużo czasu, by zaadaptować się do nowych warunków klimatycznych. W konsekwencji szybko się męczymy, intensywniej niż zwykle pocimy, a często także zapadamy na przeziębienia.

Co wspomoże nas organizm?

Reklama i przemysł farmaceutyczny próbują nas przekonać, że najlepszym sposobem na pozbycie się wiosennego przemęczenia jest suplementacja preparatami witaminowymi i mineralnymi. W tym ujęciu za kiepską kondycję fizyczną odpowiada niedobór tych substancji. Do pewnego stopnia jest to prawda. Problematyczne pozostaje jednak używanie syntetycznych preparatów witaminowych, rzeczywista przyswajalność zawartych w nich substancji oraz ich wpływ na nasze zdrowie przy dłuższym stosowaniu...

Adaptogeny

Tymczasem istnieje alternatywa dla syntetycznych suplementów diety. Stanowią ją rośliny o działaniu adaptogennym. Ich cechą charakterystyczną jest zdolność wywierania zdecydowanego, wzmacniającego wpływu na nasz organizm, czemu towarzyszy podwyższenie odporności ustroju na niekorzystne czynniki środowiskowe, takie jak zanieczyszczenie żywności, powietrza i wody substancjami chemicznymi. Owo działanie adaptogenne wynika ze zdolności samej rośliny do adaptowania się do trudnych warunków środowiska, w jakim żyje. Niektóre z owych właściwości przenoszą się na organizmy zwierząt i ludzi, spożywających daną roślinę. W tym ujęciu adaptogeny nie leczą konkretnej choroby, są jednak w stanie wzmocnić organizm na tyle, by on sam poradził sobie w walce z doskwierającymi mu schorzeniami, takimi jak np. zespół chronicznego zmęczenia, otyłość, zaburzenia snu, zęby zatrzymane, problemy z wątrobą czy stres.

Do powszechnie dostępnych w naszym kraju roślin o działaniu adaptogennym zaliczają się różeniec górski, cytryniec chiński, targanek, ashwagandha, żeń-szeń syberyjski, szczodrak krokoszowaty zwany leuzeą.  W Internecie dostępny jest szeroki wybór literatury, szczegółowo opisującej  konkretne działanie poszczególnych adaptogenów. Dość dobre rezultaty terapeutyczne przynosi stosowanie ekstraktów z tych roślin, przy jednoczesnym łącznym ich przyjmowaniu. Ciekawym  połączeniem jest różeniec i ashwagandha czy cytryniec i żeń-szeń. Istnieje również na rynku preparat znanej firmy, zawierający w swoim składzie ekstrakty z targanka, rożeńca, ashwagandhy i żeń-szenia syberyjskiego. 

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

czwartek, 31 maja 2012


Pielęgnacja skóry latem

Autorem artykułu jest No acne


Zbliża sie lato, okres kiedy szczególnie cieszymy się ze słońca. Warto wiedzieć, jak dbać o naszą skórę tak, aby codziennie cieszyć się urokami tej pory roku.

Lato to okres, kiedy promienie słoneczne dają najbardziej o sobie znać. Pogoda sprzyja bowiem opalaniu, a przebywanie na świeżym powietrzu każdemu z nas sprawia niebywałą radość. Aby cieszyć się jak najdłużej słońcem, powinniśmy skórę do lata przygotować. Nie pozwólmy, aby słońce przyczyniło się do jej zniszczenia.

Przede wszystkim przed każdym wyjściem na zewnątrz stosujmy specjalne kremy ochronne, które uchronią skórę przed niekorzystnym wpływem promieni UV. Kremy te dostępne są niemalże w każdej drogerii, są niedrogie, a skutecznie zabezpieczają skórę przed słońcem.

Dla osób cierpiących na trądzik dbanie o skórę latem jest szczególnie ważne. Mimo że słońce początkowo poprawia stan trądzikowej skóry, to jest to jedynie krótkotrwała i złudna poprawa. W okresie jesiennym trądzik powróci z podwójnym nasileniem, a wtedy będzie dużo trudniej wyleczyć skórę z niechcianych, nieestetycznych i szpecących ją wyprysków.

Latem powinniśmy również systematycznie pić soki z marchwi, a także stosować rozmaite suplementy diety na bazie beta karotenu. Dzięki takiemu działaniu neutralizujemy wolne rodniki oraz opóźniamy proces starzenia się skóry.

Podczas letniego wypoczynku oprócz kremów z filtrem należy również stosować lekkie, nie obciążające skóry kremy nawilżające, które nie pozwolą na jej odwodnienie, zachowując odpowiedni poziom nawilżenia.

Rady przedstawione w niniejszym artykule są tylko namiastką tego, jak powinniśmy pielęgnować skórę latem. Warto udać się na wizytę do kosmetologa, który dokładnie wyjaśni, jak powinniśmy dbać o naszą skórę latem, by była promienna i zdrowa każdego dnia.

---

Forum tradzik.info.pl - Dla osób mających trądzik

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

środa, 30 maja 2012


Jedz chudo!

Aby utracić kilogram zbędnej wagi, musimy zmniejszyć, w stosunku do naszej dziennej normy, ilość kalorii o około 6000. Ten "deficyt" należy oczywiście rozłożyć w czasie np. tygodnia. Pamiętaj również o redukowaniu ilości pożywienia, w miarę utraty wagi ciała. 

Przy obliczaniu potrzebnej ilości kalorii trzeba brać pod uwagę specjalne potrzeby, jakie mają niżej wymienione grupy osób.

Ludzie wysocy potrzebują więcej kalorii niż niscy.

Nastolatki potrzebują około 20 procent więcej kalorii, których w ich diecie nie powinno być mniej niż 1500.

Dzieci potrzebują więcej energii w stosunku do wagii ciała, niż dorośli, dlatego ich diety nie wolno drastycznie ograniczać. Powinna ona zawsze zawierać odpowiednią ilość mleka, jogurtu i białego sera.

Ludzie starsi potrzebują o 10-15 procent mniej energii niż przeciętny dorosły człowiek. W ich diecie należy ograniczyć przede wszystkim dania tłuste i słodycze.

Niezależnie od wagi, wszystkim zaleca się ograniczyć spożycie tłuszczu, cukru i soli, natomiast jeść więcej produktów bogatych we włókno. Mimo, że można tracić wagę konsumując 1000 kalorii dziennie w postaci czekolady, to wkrótce spowoduje to objawy niedożywienia. Nie ma więc sensu, odchudzać się kosztem zdrowia. Wypróbój niektórych z poniższych rad, aby bezboleśnie skorygować swoje przyzwyczajenia.

Aby zmniejszyć porcje:

  • używaj mniejszych talerzy
  • jedz wolniej, odkładając nóż i widelec między jednym kęsem a drugim.
  • bierz do ust mniejsze porcje
  • wypij szklankę wody, filiżankę herbaty czy kawy około 10 minut przed jedzeniem. Zmniejszy to Twój apetyt.
Aby ograniczyć spożycie cukru:
  • używaj sztucznego słodzika (z wyjątkiem cyklamatów) do gorących napojów i stopniowo ograniczaj dodawaną ilość
  • wybieraj niskokaloryczne napoje orzeźwiające, a najlepiej wodę mineralną
  • rozcienczaj wodą soki owocowe, w których jest sporo naturalnych cukrów
  • mając wybór, kupuj przetwory niskocukrowe lub bez cukru, na przykład konserwy warzywne lub musli
  • jedz świeże owoce zamiast słodyczy
Aby ograniczyć tłuszcze i cholesterol:
  • jadaj produkty mleczarskie i niskiej zawartości tłuszczu
  • pij kawę bez śmietanki
  • używaj chudego jogurtu zamiast śmietany
  • kupuj chude mięso
  • jedz więcej ryb
  • raczej grilluj niż smaż lub używaj patelni do smażenia bez tłuszczu
  • nie jedz więcej niż cztery jajka tygodniowo
Aby zwiększyć spożycie włókna:
 
  • szoruj warzywa zamiast je obierać. Skórki są dla Ciebie bardzo zdrowe
  • Warzywa gotuj krótko i na małym ogniu
  • jedz dużo świeżych owoców
  • kupuj chleb pełnoziarnisty i przetwory zbożowe o wysokiej zawartości błonnika
  • używaj w kuchni mąki razowej
  • dodawaj nasiona i fasolę do zup i gulaszów
Niezdrowe i tłuste jedzenie, bardzo łatwo i szybko prowadzi do wielu chorób. Warto poświęcić więc chwilę na zastanowienie się nad spożywaniem właściwych produktów, które mogą przyczynić się do poprawy naszego stanu zdrowia. W sytuacji, gdy nasza waga znacznie przekracza dopuszczalną normę, warto zastanowić się nad wizytą u lekarza, rozpoczęciem uprawiania nowego sportu lub wyjazdu na wczasy odchudzające. Każdy sposób jest dobry, byleby prowadził do poprawy naszego zdrowia.
-- O autorzeArtykuł pochodzi z Artykulis.pl.Autorem jest Dysentery_gary

Jak udaremnić niszczycielską moc młota kowalskiego, używając pazurka kociego?

Autorem artykułu jest MJGzetka


Na zdrowy rozum – to pytanie głupca. Jednak sama je zadałam - i sama na nie odpowiedzieć muszę. Czy świadczy to o –niezbyt „obiecującym”- stanie mojego umysłu? To już pozostawiam biegłym psychiatrom. Może jednak poniższe wyjaśnienie pozwoli im na obiektywną diagnozę…
Do rzeczy zatem, czyli tematu rozwinięcia...

W maksymalnym uproszczeniu - wątek główny przedstawia się tak oto: 
tytułowy podmiot pierwszy - młot kowalski - został w moich prywatnych archiwach odnotowany jako SPRAWCA totalnej DESTRUKCJI lewej dłoni, koci pazurek zaś -  jej REKONSTRUKCJI. [Nie chodzi oczywiście o delikatny (choć ostry) pazurek sympatycznego domowego zwierzątka, lecz nieobcy zapewne większości roślinny lek z gigantycznych, południowoamerykańskich drzewiastych pnączy - którego nazwa (z racji pewnych podobieństw wyglądu) z tymże pazurkiem kojarzona jest....

W tym miejscu postaram się w miarę dokładnie przedstawić przebieg zdarzeń, czyli materiał dowodowy na tak kontrowersyjny DYLEMAT TYTUŁOWY.

    Było to w styczniu roku 2010. Siarczysty mróz, zaspy, okrutne zimno w domu, któremu jakoś zaradzić trzeba. Węgla w zapasach niewiele, uzupełnić drewnem by się przydało… Ale mam tylko trochę grubych pieńków – na dodatek trudnych do porąbania, strasznie twardych. Samą siekierą nie da rady, bo się blokuje w środku pnia. Trzeba jej - „na opamiętanie” - co chwila „przyłożyć” młotem właśnie. Bardzo ciężkim – kowalskim, inny nic by tu nie zdziałał… A takiego jedną ręką utrzymać nie sposób. Ustawiam więc pnie z zablokowaną w nich siekierą na podstawie w postaci większego – szerokiego pnia (w miarę stabilnie), a obiema rękami uderzam z góry młotem. I… w pewnym momencie pień z siekierą nagle bierze „kurs w bok”, spadając z podstawy, a młot ląduje na mojej dłoni, którą – w nagłym, bezwiednym odruchu – usiłowałam zatrzymać spadający pień!

    I… ciąg dalszy nietrudno sobie wyobrazić. Potworny ból… wpadam do domu, ściągam rękawice (podwójne - przy prawie 30-stopniowym mrozie konieczne). Na szczęście jeszcze nie przylgnęły do świeżych ran. Posypuję dokładnie sproszkowanym  wyciągiem pochodzącym ze wspomnianej wyżej rośliny „domniemane” miejsca największych obrażeń (na mrozie krwawienie nie pojawia się od razu). Po chwili jednak spod proszku wypływają strużki krwi. W zbyt realistyczne opisy wdawać się nie będę, o „skali zniszczeń” świadczył jednak obrzęk i zsinienie całej dłoni, a następnie ręki aż do łokcia. „Epicentrum” to palec wskazujący i środkowy – niemal dokładnie zmiażdżony…  [dość (!), obiecałam z „realem” nie przesadzać, a naturalistyczne opisy nikomu na dobre raczej nie wychodzą…]

    I… co dalej? Trwanie z dłonią w bezruchu jakieś 2, może 3 godziny i ponawianie dawek sproszkowanego ekstraktu "pazurka" – do całkowitego zatrzymania krwawień. Na dłuższy bezruch, przy natłoku codziennych obowiązków, pozwolić sobie nie mogłam.  A że potworny ból, jaki pojawił się tuż po zdarzeniu, nie dokuczał już (ustąpił po pierwszych dawkach zupełnie) – mogłam przejść nad tym do „porządku dziennego”. Oczywiście – z zachowaniem wymaganych środków ostrożności, by nie rozjątrzyć na nowo dopiero co zasklepionych ran. Zupełnie tego uniknąć – przy moim stylu życia – jednak się nie dawało. Stąd też czas kuracji do całkowitego wyleczenia, w tym rekonstrukcji zmiażdżonego środkowego palca, przedłużył się do 3 tygodni. Widoczne jeszcze ślady urazów zabliźniły się całkiem po miesiącu „z hakiem”.

    Jako najtragiczniejsze zapamiętałam pierwsze 3-4 dni, kiedy to każde przypadkowe rozjątrzenie ran skutkowało nie tylko ponownym krwawieniem, ale i oznakami charakterystycznymi dla ostrego zakażenia - z gorączką włącznie, a od tego… do tężca niedaleko [wspomniany na wstępie „sprawca”, czyli kowalski młot, sterylnie czysty wszak być nie mógł]. Ale zażywany dodatkowo wspomniany ekstrakt w kapsułkach udaremnił również rozwój zakażenia.

    To kolejny, z życia wzięty dowód, potwierdzający tezy naukowe o szczególnych właściwościach opisywanego wyciągu roślinnego – m.in. odbudowującego DNA komórek, a co za tym idzie – umożliwiającego ich rekonstrukcję. Jestem przekonana, że gdyby nie te cudowne właściwości, czekałoby mnie długotrwałe leczenie szpitalne (ambulatoryjne - w najlepszym wypadku), z wątpliwymi skutkami i raczej nieuniknionymi powikłaniami, biorąc pod uwagę choćby konieczny czas oczekiwania na medyczną pomoc i postępujące w tym czasie groźne następstwa oraz… powszechnie znane przypadki dodatkowych szpitalnych zakażeń w postaci gronkowca czy innego tego typu paskudztwa. A o powrocie do „normalności” (w moim wydaniu - ma się rozumieć) jeszcze tego samego dnia mowy by nie mogło być (!)

    No to mam „zaliczony” drugi odcinek zapoczątkowanego pół roku temu „serialu” - jednemu z największych Cudów Natury poświęconego. O niedotrzymaniu obietnicy przypomniał mi niedawno jeden z nowych użytkowników serwisu Artelis.pl, gdzie właśnie wspomniany odcinek pierwszy zamieściłam – ot tak, na próbę, z ciekawości, czy jako początkujący blogger na jakiekolwiek zainteresowanie liczyć mogę

    No i doczekałam się… "AKTU OSKARŻENIA" – w brzmieniu:

„Jeżeli to prawda,  że artykuł ten
nie jest formą sponsorowania jakichś tam mocodawców
- to serdeczne gratulacje i prośba o niezaniechanie tego tematu.
Przypomnę,  że ZANIECHANIE  to też PRZESTĘPSTWO !”

    By zatem uniknąć restrykcji z prawa stanowionego wynikających – muszę co prędzej nadrabiać zaległości, licząc przynajmniej na złagodzenie wyroku

     A w sprawie domniemanych „mocodawców” – mojemu Oskarżycielowi – zgodnie z prawdą odpisałam:

„…Co do ewentualnych „mocodawców” – wszystko jest do sprawdzenia: linki partnerskie (w przypadku dostępnej tego typu opcji w serwisie) zawsze mają swój charakterystyczny identyfikator w postaci numerka ID bądź osobistej nazwy (tzw. nick partnerski) użytkownika. Jak widać – w powyższym tekście tego nie ma. A dodatkowo na stronach bezpośrednich dystrybutorów można sprawdzić, czy są udostępnione w ramach ich serwisów programy partnerskie (byłaby stosowna – aktywna zakładka).”

Temat wyczerpany, więc na pointę pora: pokażcie mi bardziej skuteczny i wszechstronny lek (!)… przepraszam – SUPLEMENT DIETY  [tylko pod takim warunkiem może być wszak przedmiotem legalnej dystrybucji… mniejsza o klasyfikację – WAŻNE, ŻE JEST!]…

To na dzisiaj wszystko. Historyjek z tym związanych – dokumentujących kolejne naukowe tezy przykładami z mojego życia wziętymi - na długo mi jeszcze wystarczy. I jeszcze niejeden raz będę do nich powracać, licząc na - choćby nikłe – zainteresowanie Czytelników, którym się gorąco polecam na przyszłość.

 

---

PS:  A propos diagnozy psychiatrycznej, do której na wstępie – oczywiście z przymrużeniem oka - nawiązuję.

Dostałam info: „Z okazji dzisiejszego Międzynarodowego Dnia Walki z Depresją oferujemy szerokie omówienie tego tematu, (…) możliwość zakupienia pakietów z rabatem. (...) Oferta wygasa 26.02.2012 w niedzielę!”

Kliknij w tym miejscu po szczegóły.

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Brązowy skarb

Autorem artykułu jest Krzysztof M.


Znany od niepamiętnych czasów ryż został udomowiony prawdopodobnie w Indiach. Stamtąd powędrował do Chin i Japonii, a także w przeciwną stronę - do Persji, a stamtąd na podbój całego świata.

Do Europy dotarł w VI-VII wieku. Pierwsze uprawy powstały w Hiszpanii po zdobyciu jej przez Maurów, a także na Sycylii, przez jakiś czas pozostającej pod pano­waniem Arabów. Do Polski trafił ryż prawdopodobnie dość dawno temu - przez bliskie kontakty naszej państwowości utrzymywane z Włochami. Europa wypracowała sobie różne formy używania ryżu; zajadają się nim nie tylko Włosi, ale także Francuzi, Anglicy i inni, m.in. Polacy. Jednak tak naprawdę Europejczycy niewiele o nim wiedzą. Na świecie jest nie mniej niż siedem tysięcy odmian ryżu. Pośród przeróżnych gatunków za najcenniej­szy, najdelikatniejszy uchodzi „basmati", ryż indyjsko-pakistański.

Ryż stał się najpowszechniejszym zbożem na świecie. Korzyści zdro­wotne wynikające z jego spożywa­nia dostrzegają lekarze i dietetycy. Z przeprowadzonych badań wy­nika, że ryż działa korzystnie przy nowotworach, chorobach serca, cukrzycy i wielu innych stanach chronicznych.

Znaczną część uprawianego ryżu przetwarza się i sprzedaje w postaci białego ziarna. Nie jest ono, w przeciwieństwie do pełnego ryżu, kompletnym, odżywczym produktem. Podczas przetwarza­nia usuwa się zewnętrzna powłokę ziarna, która zawiera witaminy i minerały. Biały ryż to głównie skrobia pozbawiona wszelkich walorów odżywczych.

Spośród wszystkich zbóż, ryż jest najbardziej zrównoważonym ziarnem. Zawiera niemal idealną proporcję energii i składników odżyw­czych.

Odżywia wszystkie organy, szcze­gólnie mózg, kręgosłup, płuca, jelita, nerki, pęcherz moczowy i układ roz­rodczy. Przyczynia się także do zacho­wania spokojnego umysłu i właściwego osądu. Piramida żywieniowa wyróżnia brązowy ryż. W zaleceniach amery­kańskiego rządu stwierdza się, że pod­stawą każdego posiłku powinny być pełne zboża, wśród których najlepszy jest właśnie brązowy ryż. Ryż pomaga przy zaburzeniach trawiennych, szcze­gólnie ryż brązowy, zawiera bowiem cztery razy więcej włókien niż polero­wany, dzięki czemu znacząco zwiększa ilość dobrych dla organizmu bakterii w jelicie grubym.

Australijscy naukowcy donoszą, że konsumpcja brązowego ryżu pomogła zmniejszyć produkcję glukozy w wą­trobie u zdrowych osób. Jej niewielka ilość spowalnia wydzielanie insuliny i zapobiega cukrzycy oraz innym zaburzeniom trawiennym. Brązowy ryż chroni przed wystąpieniem chorób serca i wysokiego ciśnienia krwi.

Amerykańskie Stowarzyszenie Serca już dawno rozpoznało znaczenie peł­nego ryżu i innej bogatej we włókna żywności dla utrzymania w zdrowiu układu sercowo-naczyniowego. Dr Dean Ornish w swoim sztandarowym doświadczeniu, które miało wykazać, że choroba wieńcowa może być od­wracalna, swoich pacjentów, będących w zaawansowanym stadium choroby, poddał diecie opartej na brązowym ryżu i innych ziarnach. Japończycy, którzy na ogół mają niskie ciśnienie, zawdzięczają to regularnemu jedzeniu ryżu.

Inne wyniki badań wskazują, że wiele składników odżywczych znajdujących się w ziarenkach ryżu redukuje ryzyko wystąpienia chorób wieńcowych serca. Te drogocenne składniki to: kwas li-noleinowy, włókno, witamina E, selen, folan, a także fitoestrogeny i kwasy fenolowe posiadające właściwości anty-utleniające. Brązowy ryż chroni przed

nowotworami. Kobiety włączając go do zrównoważonej diety makrobiotycznej, przetwarzają estrogeny znacznie szyb­ciej niż kobiety stosujące standartową dietę współczesną. Badacze z Me­dycznego Centrum w Nowej Anglii wywnioskowali, że może to przeciw­działać powstawaniu raka piersi.

Naukowcy z Tulan University odkryli, że pacjenci z nowotworem trzustki lub prostaty, stosujący dietę makrobiotyczną bogatą w brązowy ryż, żyli dwa lub trzy razy dłużej niż pozostali pacjenci. Brązowy ryż i inne zboża mogą zabezpieczyć przed nowotworami poprzez hamowanie niszczącego działania utleniaczy na nabłonek jelit i sąsiadujących komórek - stwierdzają badacze z Uniwersytetu w Minnesocie. Związki fitochemiczne w pełnych ziarnach zbóż dodatkowo blokują pierwsze uszkodzenia DNA i hamują dalszy rozwój guza. Brązowy ryż zawiera inozytol heksfosfatowy, naturalną substancję, która aktywuje funkcję obronną komórek i hamuje rozwój nowotworu. Również brytyjscy badacze, po przeprowadzonych testach nad ludzkimi komórkami, stwierdzi­li, że jedzenie brązowego ryżu może chronić przed rakiem piersi i jelita grubego. Także Włoski Narodowy Instytut Nowotworów w Mediolanie potwierdził, że dieta makrobiotyczna bogata w brązowy ryż może obniżyć ryzyko powstania raka piersi u kobiet.

Pełny ryż zmniejsza ryzyko powsta­wania cukrzycy. Według badaczy z Uniwersytetu w Harwardzie, to właśnie biały ryż i żywność bogata w skrobię przyczyniają się do powsta­wania cukrzycy. W roku 1997 przepro­wadzono badania na 65 173 kobietach i stwierdzono, że wśród tych, które jadły żywność o dużej zawartości skrobi i niskiej zawartości włókien, zachorowalność na cukrzycę była 2,5 razy wyższa niż kobiet, które spożywa­ły pełne ziarna. Po przeprowadzonych w Singapurze badaniach interwen­cyjnych, badacze stwierdzili, że 183 pacjentów z cukrzycą, którzy jedli nie-polerowany ryż brązowy, ograniczyli kalorie i produkty tłuste, osiągnięto długoterminową samokontrolę nad chorobą w porównaniu z 95 pacjentami z grupy kontrolnej.

Pełny ryż zmniejsza ryzyko powstawania cuk­rzycy. Zdaniem naukowców australijskich, konsumpcja brązowego ryżu pomogła zmniej­szyć produkcję glukozy w wątrobie u zdrowych ludzi. Jego niewielka ilość spowalnia wydziela­nie insuliny i zapobiega cukrzycy oraz innym zaburzeniom trawiennym.





---

www.cukrzycaazdrowie.pl - magazyn medyczny poświęcony cukrzycy

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

wtorek, 29 maja 2012


Wolimy leki od profilaktyki zdrowia?

Autorem artykułu jest Katarzyna Górska


Przemysł farmaceutyczny kwitnie. Ilość sprzedaży leków rośnie w Polsce w każdym roku. Dlaczego tak bardzo kochamy leki?
Z prostej przyczyny- tak zostaliśmy nauczeni. Nasza medycyna polega na eliminacji choroby- właśnie lekami i my udajemy się do lekarza dopiero, kiedy nam coś zaczyna dolegać i odczuwamy jakiś ból. Prawda?

Czy w ogóle przejmujemy się profilaktyką zdrowia?

Rzadko. Wiemy wprawdzie, że należy zdrowo się odżywiać i uprawiać jakiś sport. Część z nas się do tego stosuje, a część wcale. Natomiast cała medycyna wschodnia polega na nie doprowadzenia do choroby i ze względu na to stosowane są tam różne formy terapii, które w naszej kulturze w ogóle nie są stosowane. Terapia dźwiękiem zdobywa coraz większą popularność w u naszego sąsiada, Niemczech – stosowana jest w szpitalach, przedszkolach, szkołach rodzenia, domach opieki, a u nas wciąż kuleje.

Dlaczego wciąż jesteśmy daleko za Europą?

Osoby młode, takie jak ja, mówiące o innowacyjnej metodzie terapii, jakim jest terapia dźwiękiem trafia na opór. Opór – świadomości, niewiedzy, ale przede wszystkim nieufności. Potrzeba nam zaufania i większej otwartości na metody, które stosowane są od tysięcy lat zagranicą, a my wciąż patrzymy na nie z przymrużeniem oka. Terapia dźwiękiem stosowana jest od 5000 tysięcy lat! We współczesnym świecie utraciliśmy wiedzę o możliwościach tkwiących w dźwięku. A przecież wiemy o tym, ze sama muzyka potrafi nas przenieś w inny świat, czy poprawić nam nastój, czy zwiększyć naszą kreatywność.

Maseru Emoto i misy tybetańskie?

odkrycie-masaru-emoto-150x150Cały czas są prowadzone badania naukowe nad wpływem dźwięku na człowieka. Całkiem niedawno japoński uczony Maseru Emoto wysyłał słowa do kropli wody, którą zamrażał i robił jej zdjęcia. Okazało się, że wysyłając słowo np. miłość tworzyły się piękne, wspaniałe kształty, a pod wpływem słów- złość, nienawiść- nieharmonijne i brzydkie.
Właśnie to doświadczenie szczególnie ważne jest dla człowieka, ponieważ jesteśmy zbudowani w większości z wody! A więc każde słowo, każda wibracja ma na nas wpływ i oddziałuje na cały nasz organizm!

Udowodniono, że dźwięk mis tybetańskich działa wzmacniająco, regenerująco i harmonijnie na organizm ludzki, ale jak to możliwe?

Okazuje się, że każdy z nas posiada swój własny dźwięk, tak, jak posiadamy swoje niepowtarzalne linie papilarne, tak samo posiadamy swój niepowtarzalny dźwięk, a misa posiadając całe spektrum fal częstotliwości dźwięku dostosowuje się do każdego z nas i daje nam ten dźwięk, który jest nam potrzebny. Czy jest to logiczne? Czy jest to możliwe? Czy jesteś w stanie w to uwierzyć? Czy jesteś w stanie polemizować z naukowymi badaniami? Czy bardziej ufasz reklamom leków?

Prawda, że nie? Więc otwórz się i zaufaj. Zadbaj o swoje zdrowie.

---

KATARZYNA GÓRSKA

www.relaks-masaz-krakow.pl

 

 

 

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl